Dlaczego stoję za Hołownią

Na początku mój sceptycyzm był taki sam, jak wiele lat temu wobec Tymińskiego, a całkiem niedawno wobec Ogórek. Wyskoczył celebryta z TVN-u i będzie robił szoł na polityce. Sceptycyzm mieszał się z rozczarowaniem, bo znałam teksty SH z Tygodnika Powszechnego i przebijał z nich zrównoważony, trzeźwo myślący, acz krytyczny, obserwator rzeczywistości, który nawet Kościołowi Katolickiemu się nie kłania, choć pismo katolickie. I nagle pcha się do największego bagna, jakie się w tym kraju rozlewa i cuchnie coraz bardziej. Ale, że uczę się nie wykluczać, lecz zrozumieć to, co na pierwszy rzut oka wydaje się dziwne, zaczęłam obserwować. I zmieniłam zdanie.

Zabawa trwa!

Deszcz krytyki spada na rządzących, bo robi się za mało testów. A ja zastanawiam się, jaką korzyść, poza bardziej rzetelną informacją, my jako społeczeństwo będziemy mieli z wykonywania większej ilości testów. Oczywistym jest, że rząd zaniża ilość zakażonych i ofiar śmiertelnych przez nie-wykonywanie większej ilości testów. Udaje w ten sposób, że kontroluje sytuację. Ale abstrahując od polityki…

Wspomnienie

Nie pamiętam, że nie było Teleranka. Nie pamiętam też czołgów na ulicach, ani żołnierzy. Twarz Jaruzelskiego ogłaszającego stan wojenny kojarzę z późniejszych, wielokrotnych telewizyjnych powtórzeń. Pamiętam jednak, że w jakimś momencie tego dnia dotarła do mnie ta informacja.

Hołownią w próżnię

Jak niegdyś zima drogowców, tak obecnie opozycję zaskoczyło, że zaraz po wyborach parlamentarnych wystartowała kampania prezydencka. Nieoficjalnie oczywiście, ale ostatnie lata pokazały, że kampanie wyborcze rządzą się swoimi prawami, a ogłoszenie ich oficjalnego rozpoczęcia jest tylko formalnością. Druga strona sceny politycznej przecież nie próżnuje. Powołanie na marszałka seniora Antoniego Macierewicza ma pokazać twardym wyborcom PiS, że Andrzej Duda to nadal ich prezydent. W mediach pojawiają się pierwsze wzmianki o tym, że rzuceni mediom na pożarcie Piotrowicz i Pawłowicz, jako potencjalni kandydaci do Trybunału Konstytucyjnego, nie zostaną w ogóle zgłoszeni. Nie zdziwię się, jeśli swój „mocny sprzeciw” wobec tych kandydatur zgłosi prezydent, czym obłaskawi liberalną część swojego elektoratu. Kto wie, może przekona tym licznych nieprzekonanych.

Niepokoje

Sprawa Banasia pokazuje, że Jarosław Kaczyński dotąd beztrosko żonglujący urzędami państwowymi traci kontrolę nad wyhodowanymi na własnej piersi żmijami. Normalnie można by zatrzeć ręce z dziką satysfakcją. Jednak jeden z możliwych scenariuszy nie daje mi spokoju.

Entliczek-pentliczek

Na kogo wypadnie, na tego bęc! Ile razy tak głosowaliście? Ja często. Mniej więcej do połowy lat 30-tych mojego wieku. Szukałam na wybranej liście osłuchanego nazwiska, które umiałam połączyć ze znaną gębą i bez głębszej refleksji stawiałam krzyżyk. Aż któregoś dnia na lekcji wygłosiłam do uczniów zdanie, że władzę nie tylko się wybiera, ale potem należy patrzeć jej na ręce. Zdumiona tym odkryciem i zdeterminowana, żeby nigdy nie mówić dzieciom i nie wymagać od nich rzeczy, których sama nie realizuję, zaczęłam szukać. Węszyć, podglądać, obserwować.