Udział w Igrzyskach Wolności 2019 potwierdził moje nieciekawe odkrycie z ostatnich dni.

Ale od początku.

Od dwóch tygodni kombinuję jakby tu z moim blogowaniem przebić się przez fejsbukowo-internetowy gąszcz. Nieoczekiwanie jeden z postów o tematyce edukacyjnej wrzucony w grupie dla rodziców spotkał się ze sporą popularnością. Aha! Mam to! – pomyślałam naiwnie. I dalejże przystępować do różnych grup mających w nazwie słowa klucze: demokracja, wolność i inne, których wspólnym mianownikiem jest mocny sprzeciw wobec grupy obecnie trzymającej władzę (z kościołem katolickim włącznie). I co? Popularności mi nie przybyło. Cóż, może wpisy nie są najlepsze. Ale przybyło mi wiedzy o naszym społeczeństwie, a przynajmniej o jego, nazwijmy to, liberalnej części. Ubliżanie w naprawdę najgorszych słowach, złorzeczenie i wykorzystywanie całego wachlarza hejterskich zabiegów wobec przedstawicieli PiS i każdego, kto ośmieli się w jakikolwiek sposób mieć zdanie odmienne od komentujących – oto obraz internetowych „obrońców” demokracji. Szambo wylewające się z umieszczanych w owych grupach postów i komentarzy poza odruchem wymiotnym wywołało u mnie poczucie totalnej beznadziei. Ratując się przed nim, pomyślałam, że równie dobrze może to być dziełem pisowskich trolli, o których tyle się mówi w nie-publicznych mediach (w publicznych mówi się o trollach peowskich).

Tak mi dopomóż Tusk!

Z tak poprawionym samopoczuciem wysłuchałam kilku debat na IW 2019 i obserwowałam ludzi. Jakie wnioski? Otóż głosy panelistów, którzy w jakkolwiek obiektywny sposób próbowali ocenić rzeczywistość polityczną w Polsce wywoływały co najmniej konsternację. Tak było z wypowiedziami Bartosza Węglarczyka i Elizy Michalik, którzy profesjonalnym dziennikarstwem nazwali nie opowiadanie się po żadnej ze stron. Jak dowalamy, to dowalajmy każdemu, kto pcha się na świecznik. Ale też chwalmy każdego, kto w ogólnym poczuciu przyzwoitości, na pochwałę zasługuje. Jak to??? Zdawały się pytać twarze słuchaczy. Nie pytały jednak o nic, gdy redaktor Piotr Pacewicz określił swoje powołanie jako walkę z PiSem na polityczne śmierć i życie. Tak mi dopomóż Tusk! Burza oklasków.

A chcesz w ryj?

Inny panel. Wypowiedź dr Renaty Mieńkowskiej-Norkiene na temat demokracji. Demokracja, według politolożki, to, poza twardą definicją, również styl życia, opierający się m. in. na pokorze wobec faktu, że w demokracji sprawujący władzę dziś, być może będą musieli ją oddać jutro w ręce swoich politycznych przeciwników. Cecha, której ewidentnie brakuje obecnej władzy, ale której nie posiadała też żadna poprzednia ekipa. Obecny w dyskusji Marek Migalski skomentował, że ta definicja rozmywa istotę demokracji. Pozostali adwersarze pokiwali głową ze zrozumieniem. W innym momencie z widowni pada głos historyka, że opozycja powinna przestać przepraszać za swoje błędy, bo czy za dojście do władzy Hitlera odpowiadały rządy Republiki Weimarskiej? No? Odpowiadały? A chcesz w ryj jeden z drugim? (Ostatnie pytania to moja interpretacja tonu tej wypowiedzi).

Balcerowicz musi odejść?

I wreszcie największe rozczarowanie. Wystąpienie bardzo szanowanego i podziwianego przeze mnie profesora Leszka Balcerowicza. Wystąpienie, bo choć w założeniu wywiad, to z wywiadem miało niewiele wspólnego. Prowadzącym był (miał być?) znany dziennikarz Jarosław Gugała, któremu pan profesor nieustająco okazywał wzgardę i brak sympatii. Przerywanie w pół zdania, zanim redaktor zdążył zadać pytanie, ośmieszające stwierdzenia w stylu: „nie wiem o co pan pyta, ale odpowiem”, ostentacyjne odwracanie się plecami do rozmówcy (zdjęcie) i zwracanie bezpośrednio do publiczności. Nie wiem, co ma Balcerowicz do Gugały. Może coś ma. Może to, że ten ciągle siedzi w Polsacie, który podobno się sprzedał władzy. Nie wiem. Wiem jedno: profesor zawsze będzie miał mój szacunek za wiedzę i dokonania, ale nie za klasę.

Mam świadomość, że wszystko, co tu opisałam to argumenty dla PiSu, którego też mam dość, jak wszyscy zgromadzeni na IW 2019. Ale to nie ja ich dostarczam. To ci, którzy zaślepieni nienawiścią do Kaczyńskiego i jego kolesi zniżają się do ich poziomu, plując jadem na wszystko i wszystkich, którzy w przestrzeni publicznej próbują być choćby obiektywni. Nie rozumieją, że za tą rządzącą grupą stoją miliony Polaków, którzy tak jak my chodzą ulicami miast i wsi i od wielu lat czuli się pogardzani. A słuchając dziś przedstawicieli opozycji z góry i z dołu czują się pogardzani nadal. Czy to ma ich przekonać do głosowania na siły pro-demokratyczne? No heloł! Jaką wizję przyszłości kreuje opozycja, która zamyka oczy na swoje błędy z przeszłości? Może te 4 lata rządów populistów były nam do czegoś potrzebne? Może powinniśmy wyciągnąć z nich jakieś wnioski? Coś w sobie zmienić? Bardzo chciałabym, żeby wybory okazały się wygraną ugrupowań demokratycznych. Ale jeśli tak się stanie, to na jak długo? Czy w atmosferze pogardy i wykluczenia, a na to wskazują przytoczone przeze mnie sytuacje, da się budować społeczeństwo prawdziwie demokratyczne? Jeżeli ja to widzę z perspektywy miejskiego chodnika, to czemu nie widzą tego tęgie głowy profesorskie?

P.S. Jednym z tych, którzy zdają się rozumieć jest Leszek Jażdżewski, ale akurat ta część jego przemówienia nie wywołała żadnej reakcji publiczności. Co innego śpiew. (https://www.facebook.com/liberteworld/videos/990599144605330/UzpfSTU1NzkzNjI3NzY1NjMxODoyMzY4NjU4MjM2NTg0MTA0/)

*Tytuł zaczerpnięty od jednego z najwybitniejszych pisarzy gatunku fantasy tym razem posłużył do skomentowania bynajmniej nie fantastycznego uniwersum.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *