Na mieście mnóstwo plakatów wyborczych. Co rusz dostaję do ręki jakąś ulotkę. Wielu kandydatów, z lewa i prawa, powołuje się w nich na swoje związki z Łodzią. Niektórzy piszą, że będą działać dla miasta i o jego interesy zaciekle walczyć. Przypomniała mi się kampania do europarlamentu, w której pretendenci przekrzykiwali się jeden przez drugiego, czego to oni nie zrobią dla Polski, jak już zostaną eurodeputowanymi.

Czytam, słucham i coś mi tu nie gra. Bo czy polityk, zasiadający w parlamencie europejskim nie powinien dbać raczej o wspólny interes całej Unii? A czy nie byłoby lepiej, gdyby poseł polskiego sejmu zabiegał o zrównoważony rozwój wszystkich regionów, a nie tylko swojego okręgu wyborczego? W końcu do tego te instytucje zostały powołane.

Oczywiście można mieć pretensje do polityków, że wprowadzają w błąd, że kuszą czczymi obietnicami. Ale powiedzmy sobie szczerze: robią tak, bo to działa. Na nas. Obywateli.

Przyznajmy, że bardziej jesteśmy skłonni poprzeć kogoś, kto odwołuje się do naszego osobistego ogródka, niż tego, który mówi o korzyściach dla społeczeństwa lub jakiejś grupy społecznej (chyba, że akurat do tej grupy należymy). 500+, 4000 płacy minimalnej, obniżka PIT działają silniej niż dofinansowanie służby zdrowia, zatrzymanie emisji gazów cieplarnianych czy rozwój inwestycji. Bo przecież młodzi nie chorują, to co im tam służba zdrowia, starzy niedługo umrą, to co im tam susza za 20 lat, a na inwestycjach to tylko bogacze skorzystają.

Przykładem takiego myślenia niech będzie postawa społeczna nauczycieli. W 2016 r. w niektórych miastach miały miejsce protesty tej grupy przeciwko likwidacji gimnazjów i ogólnie wprowadzeniu reformy Zalewskiej. Byłam na jednym z nich, choć już nie jako nauczycielka, tylko obywatelka i rodzic. Na setki szkół w samej Łodzi i pewnie tysiące w regionie, wymiar demonstracji był zgoła rachityczny. W przeważającej mierze wypełniony nauczycielami gimnazjów, bo przecież to im groziła utrata pracy. Gdzie byli nauczyciele z podstawówek i szkół średnich, którzy za 2 lata mieli biadolić nad przepełnionymi korytarzami i programami nauczania (o rodzicach nie wspomnę)? A no nigdzie. Znając środowisko od podszewki, założę się, że nie mało było takich, którzy w zaciszu swojej pracowni zacierali ręce, że w owych podstawówkach i liceach, godzin im przybędzie.

Można to nazwać brakiem solidarności, powiedzieć, że jako Polacy nie stanowimy wspólnoty (i nie potrafimy żyć we wspólnocie, jaką jest UE). I to prawda. Najgorsze jest jednak to, że nie myślimy perspektywicznie. Że dobrze funkcjonująca służba zdrowia wcześniej czy później, przyda się również dzisiejszym młodym, że czyste powietrze to zdrowsze życie dla wnuków dzisiejszych starych, że inwestycje bogatych to rozwój gospodarki i bogatsza przyszłość dla nas wszystkich. Że dziś rozpoczęta zła reforma edukacji dotknie nas wszystkich jutro. Nie rozumiemy, że interes grupy jest jednocześnie naszym osobistym interesem, naszym ogródkiem.

Polscy politycy w Unii Europejskiej nie są od tego, aby dbać o polskie interesy, lecz żeby zapewnić dobrą przyszłość wszystkim państwom UE, w tym Polsce. Nie o Łódź mają zabiegać posłowie wybrani w okręgu łódzkim, tylko o dobro wszystkich polskich obywateli, tych z Łodzi, Poznania i Pcimia Dolnego.

Nie jest dziwne, że w takim społeczeństwie można skutecznie stosować starożytną zasadę dziel i rządź. Jarosław Kaczyński zrozumiał to już dawno. Nie lubię człowieka, ale trzeba mu przyznać: rozgrywa nas idealnie.

Warto o tym pamiętać. Głosując.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *