Na kogo wypadnie, na tego bęc! Ile razy tak głosowaliście? Ja często. Mniej więcej do połowy lat 30-tych mojego wieku. Szukałam na wybranej liście osłuchanego nazwiska, które umiałam połączyć ze znaną gębą i bez głębszej refleksji stawiałam krzyżyk. Aż któregoś dnia na lekcji wygłosiłam do uczniów zdanie, że władzę nie tylko się wybiera, ale potem należy patrzeć jej na ręce. Zdumiona tym odkryciem i zdeterminowana, żeby nigdy nie mówić dzieciom i nie wymagać od nich rzeczy, których sama nie realizuję, zaczęłam szukać. Węszyć, podglądać, obserwować.

Zebrała się z tego pewna suma spostrzeżeń, które być może przydadzą się w przyszłą niedzielę.

  • Warto przed pójściem na głosowanie zapoznać się z nazwiskami kandydatów na preferowanej przez nas liście. Można to zrobić tutaj. Oczywiście same nazwiska mogą nic nam nie mówić, a obok na liście znajdziemy tylko zawód kandydata oraz przynależność partyjną. Może to jednak wyznaczyć nam ścieżkę poszukiwań. Jeżeli na sercu leży nam służba zdrowia warto zainteresować się lekarzami, jeśli ekologia to może sprawdźmy kogoś z partii Zielonych.
  • Kandydaci-politycy, czyli tacy, którzy już wcześniej zasiadali w ławach sejmowych powinni móc pochwalić się swoją aktywnością poselską. Dowiemy się tego tutaj Niestety od 4 lat strona nie działa najsprawniej. Teoretycznie można tam sprawdzić m. in. frekwencję danego posła na głosowaniach, jego udział w komisjach czy ilość wystąpień sejmowych.
  • Wśród kandydatów liczną grupę stanowią samorządowcy, którzy z pozycji lokalnego działacza chcą przejść na pozycję działacza krajowego. Warto zatem ocenić, czy i na ile sprawdzili się na polu samorządu terytorialnego. Tych informacji najlepiej szukać na stronach rad miast i gmin. Łodzian odsyłam tutaj Niestety odnalezienie informacji o aktywności konkretnego kandydata-radnego jest dosyć karkołomne.
  • Niektóre komitety umieściły na pierwszych miejscach list tzw. „lokomotywy”, czyli ludzi, którzy swoją popularnością mają przyciągnąć uwagę wyborcy. Informacje o nich znajdziemy najszybciej w mediach społecznościowych. Warto czytać szczególnie komentarze internautów, gdzie poza „achami” i „ochami” oraz hejtem, znajdzie się niekiedy rzetelna ocena działalności kandydata. Zaznaczam: działalności kandydata, a nie kandydata. Warto dodać, że jeśli na profilu jest dużo o samym kandydacie, a mało o jego działalności to może znaczyć, że nie ma za bardzo o czym się rozpisywać…
  • I wreszcie na listach znajdą się tacy, którzy wcześniej nigdy i nigdzie. Nazwiska widzimy po raz pierwszy, twarzy nie kojarzymy w ogóle. Czy warto się nad nimi pochylać? Nie wiemy. Skoro nie wiemy, to sprawdzajmy. Facebook będzie pomocny. Ci kandydaci zazwyczaj mają swoje profile, gdzie możemy poznać ich z twarzy i z działań. W wielu przypadkach to niezwykli ludzie.

Ośmielę się teraz, mimo swojej amatorszczyzny publicystycznej, ale nie obywatelskiej, udzielić kilku rad, na co warto zwrócić uwagę wybierając swojego kandydata.

  • Jeżeli chcemy zmiany, nie wybierajmy tych samych ludzi. Bo, cóż oni mogą zaproponować społeczeństwu nowego, lepszego, jeśli do tej pory tego nie zrobili? Oczywiście doświadczenie jest w cenie. Ale doświadczenie ma różne oblicza i żeby mieć w sejmie doświadczonego posła nie musimy wybierać weterana, dźwigającego na karku kolejną kadencję.
  • Zauważyłam, że wielu kandydatów-samorządowców, to tacy, którzy do władz lokalnych zostali wybrani po raz pierwszy, nie dalej, jak rok temu. Hola! – wołam wtedy. To chcesz, brachu, być samorządowcem czy nie? Jeśli chcesz, to siedź, gdzie siedzisz, a jak już zrobisz tu wszystko, co jest do zrobienia i więcej nie będziesz mógł to ruszaj do sejmu. A jeśli nie chcesz, to po coś się pchał? Po to, żeby mieć trampolinę do wyborów parlamentarnych – odpowiadam. Skoro tak, to jaki jest cel działań takiego kandydata? Dobro wspólne czy realizowanie osobistych ambicji? Co będzie jego celem, kiedy już się znajdzie w sejmie? Niektórzy bronią się, że przez rok w radzie miasta/gminy dowiedzieli się, że nie mogą tu realizować tego, co by chcieli, i że mogą to zrobić tylko jako posłowie. Powiem tak: z wiedzy o społeczeństwie – jedynka (w podstawie programowej szkoły podstawowej: uczeń „wymienia organy stanowiące i wykonawcze w gminie (mieście/dzielnicy); podaje uprawnienia tych organów”).
  • Uważajmy na „lokomotywy”. To ludzie znani i lubiani. Są specjalistami w swoim fachu – to świetni aktorzy, sportowcy, muzycy. Niestety często nie związani dotąd z polityką. Niektórzy nigdy wcześniej nie zabrali głosu w sprawach publicznych lub zrobili to tak cicho, że niewielu słyszało. Jaką rolę mają odegrać tym razem? Mają sprawić, że zagłosujemy na partię, myśląc, że głosujemy na człowieka. Ot, taki cwaniacki zabieg-pułapka na obywatela głosującego na „fajnych”. Chcę zaznaczyć, że w ostatnich latach wielu ludzi kultury zaangażowało się w ruchy obywatelskie, akcje i protesty prodemokratyczne. Jeśli tacy znajdą się na naszych listach – głosujmy na nich!
  • Ważną cechą kandydatów jest ich aktywność. Moim zdaniem, najważniejsza jest ta społeczna. Jeżeli mamy kandydatkę/kandydata, którzy angażowali się w życie społeczne, zanim jeszcze przyszło im do głowy startowanie w wyborach, to jest szansa (szansa, nie gwarancja), że to ludzie po prostu z natury aktywni. Tacy, którzy nie mogą usiedzieć na miejscu, kiedy coś ważnego się dzieje lub nie dzieje, a powinno. Potrafią o tym mówić tak, że porywają tłumy, a za ich mówieniem idą czyny. „Idzie za tym, co uważa za słuszne, a nie za tym, co ma szanse” – usłyszałam w internecie. Nic dodać…
  • Wielu dziennikarzy docenia aktywność kandydatów w kampanii wyborczej. To oczywiście ważne, ale po pierwsze, nie daje gwarancji takiej samej aktywności w sejmie (celem kandydata może być dostanie się do sejmu, a nie praca w nim), a po drugie warto wiedzieć, że zasoby finansowe kandydatów nie są równe. Ci z ostatnich miejsc na listach dostają z budżetu partii niewielkie pieniądze na kampanię, a niektórzy pewnie nie dostają w ogóle. W tym kontekście, kandydaci partii rządzącej są na uprzywilejowanej pozycji, bo jako taka, ma ona najwyższą subwencję z budżetu państwa. Dlatego aktywność kampanijna nie może być jedynym, o ile w ogóle, kryterium naszego wyboru.

Oczywiście wśród wszystkich tych kategorii znajdą się tacy, na których warto głosować, pomimo że są sejmowymi weteranami, niedawnymi samorządowcami, „lokomotywami”, pomimo, że wyskakują nam z lodówki z ulotką wyborczą w zębach lub odwrotnie – widzimy ich po raz pierwszy. Ale, żeby ich wyłuskać z tłumu, musimy usiąść i poszukać.

Wiem, wiem, kto ma na to czas? Sondaże mówią, że 90% Polaków uważa się za patriotów. Skoro tak, to w ostatnim tygodniu przed wyborami, poświęćmy jeden wieczór na poszukanie swojego kandydata. A jeśli nie, to się potem nie dziwmy…

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *