Czy kobiety uratują demokrację? – taki był tytuł jednego z paneli na ostatnich Igrzyskach Wolności. Nie uczestniczyłam, bo dla mnie odpowiedź jest oczywista. Jeżeli, ktokolwiek w tym kraju jest w stanie obronić demokrację, wolność i równość to właśnie kobiety. Nie ma znaczenia, po której stronie sceny politycznej się znajdują.

Takie jesteśmy

Kobiety są w sposób naturalny predysponowane do tego, aby na nowo do przestrzeni publicznej wprowadzić ład i kulturę, merytoryczną rozmowę oraz oparty na niej kompromis. Nie dlatego, że jesteśmy „ciepłe i łagodne”, jak lubią o nas mówić faceci. Ale dlatego, że dążąc konsekwentnie do celu dostrzegamy potrzeby innych (empatia), a zamiast dzielić, wolimy godzić. Dużo gadamy, ale i dużo robimy. Po ogłoszeniu swoich zamierzeń i planów nie siadamy z pilotem przed telewizorem, tylko szykujemy ciuchy, żeby jutro być gotowymi do ich realizacji. Jesteśmy w stanie ogarnąć organizacyjnie kilka tematów z różnych dziedzin życia. Robimy to każdego dnia. Jako pielęgniarki, nauczycielki, księgowe, matki, przedsiębiorczynie i w tysiącach innych zawodów. Czy wszystkie? Oczywiście nie. Są kobiety, które jeszcze nie zdołały odkryć siebie. Takie, które swoją wartość wciąż oceniają według skali ustalonej przez mężczyzn. Jako polityczki, uważają, że im bardziej będą męskie tym lepiej (często myląc męskość z arogancją, agresją i chamstwem). A TO NIEPRAWDA.

Co tam, pani, w polityce?

Z trudem od kilkunastu lat, kobiety przebijają się do świata polityki. Jest ich coraz więcej. Chciałoby się wierzyć, że to efekt ich kompetencji i umiejętności. Błąd! To faceci uznali, że dobrze mieć w ławie poselskiej, rządzie, radzie gminy kilka babek, bo „ocieplają wizerunek”. A kiedy tylko próbują wyjść poza wyznaczone im przez mężczyzn ramy od razu są sprowadzane do parteru: ośmieszane, ignorowane i z dziką satysfakcją zaganiane do kuchni. Wmawia się im, że tylko faceci potrafią rozwiązać problemy tego świata, w tym problemy kobiet. TO NIEPRAWDA. Same zrobimy to dużo lepiej. Bez obaw, nie chodzi o wprowadzenie systemu z „Seksmisji”. To wizja niemożliwa do realizacji przez kobiety (zdaje się, że twórcą filmu był… chłop?). Ponieważ my zwykle liczymy się ze zdaniem innych, również mężczyzn (nie mylić ze spełnianiem życzeń). Natomiast wyobrażam sobie taki świat stworzony przez facetów… Zaraz… Nie muszę go sobie wyobrażać. W takim świecie żyję!

Już? Usłyszeliście w swojej głowie ten głos? „Przesadza”. „Wyolbrzymia”. „Nie jest tak źle”. I wreszcie, cytując klasyka: „Chłopa jej trzeba!”.

No to popatrzmy na listy wyborcze do nadchodzących wyborów parlamentarnych. Najpierw kilka wyjaśnień. Wiadomo, że miejsca na takiej liście nie są sobie równe. Są tzw. miejsca „biorące”, czyli takie, na które wyborca, nie znający bliżej kandydatek i kandydatów odda głos kierując się raczej sympatią do danej partii politycznej, niż do konkretnej osoby. Postawi krzyżyk przy „pierwszym-lepszym”. To miejsca z góry listy: 1, 2, 3, nieco mniej 4 i 5. Do „biorących” zalicza się również miejsce ostatnie na liście, które często przekornie staje się wyborem głosujących. Jak w tej wyliczance w 2019 r. wypadają kobiety? Otóż tak:

Tabela przedstawia rozdział miejsc „biorących” pomiędzy kobiety (kolor szary) a mężczyzn (czarny) na listach wyborczych najważniejszych komitetów w 41 okręgach wyborczych w 2019 r.

Są listy, na których najwyższym miejscem kandydatki było 6, 9, a nawet 11. Hmm… Ciekawe, kto rozdawał karty…

Dziewuchy! Wybierajmy świadomie!

Pytanie: co z tym zrobimy? Głosowanie na fajne kobitki może je wprowadzić do parlamentu z pożytkiem dla nas wszystkich. Potrzebne jest tylko wsparcie wyborców (ponad 51% to kobiety). Mimo nierównego dostępu do miejsc „biorących” jest to możliwe. Przy odpowiedniej ilości głosów mandat może otrzymać również kandydatka z miejsca „środkowego”. Po pierwsze kobiety muszą masowo iść na wybory, po drugie głosować na kobiety, po trzecie namówić do tego wszystkich rozsądnych mężczyzn, których mają na podorędziu. Zatem nie zatrzymujcie wzroku tylko na „jedynkach”. Szukajcie informacji o mniej znanych, ale bardziej aktywnych od „starych wyjadaczy”, lokalnych działaczkach, które decyzją męskiej wierchuszki znalazły się na dalszych miejscach. Dziewuchy! Wybierajmy świadomie! Nie zmarnujmy tego, co rozpoczął Marsz Czarnych Parasolek! Szukajmy wśród kandydatek mądrych i niezależnych kobiet, które sprowadzą debatę publiczną na właściwe tory. Kilka takich spotkałam na IW 2019. Ale nie chcę agitować. Po prostu Głosuję na Dziewuchy!

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *