Wyszłam na osiedlowy ryneczek po pieczywo. Piekarnia czynna od 7. Za 5 stoi już kilkuosobowa kolejka. Większość zachowuje bezpieczną odległość. Do czasu. W ciągu 5 minut przed zamkniętym sklepem kolejka przesuwa się o około metr do przodu. Odległość między osobami zmniejsza się z minuty na minutę. No bo ileż można zachowywać bezpieczny dystans! Babcia Halinka przysuwa się coraz bliżej młodego mężczyzny, który spogląda na nią niepewnie starając się nie zbliżać nadto do osoby stojącej przed nim. Aldona, kobieta w średnim wieku, stojąca za rzeczoną babcią bez kozery kopiuje zachowanie tej drugiej. Nie trzeba długo czekać, aby w kolejce pojawił się Rysiek. Około sześćdziesięcioletni, wesoły chłopak w stroju kolarza posiadający głęboko ugruntowaną wiedzę na temat koronawirusa i wirusów w ogóle, popartą wieloletnim doświadczeniem zdobytym w czasie małżeństwa z pracownicą apteki.
– Co tam, panie, taki wirus! To wszystko jest mistyfikacja, panie! Mało takich wirusów było? Specjalnie, panie, nakręcają temat, żeby można było za mordy wziąć to wszystko! Bo, panie, jak się lewactwo rozszerzy łooo paaanie! A to żaden wirus! Panie, już wyodrębnili białko, zaraz zrobią szczepionkę i po wszystkim. Moja w aptece pracuje to panu mówię.

Wreszcie piekarnia zostaje otwarta. Wpuszczają po 5 osób. W kolejce na zewnątrz nie rządzą żadne odległości. Jestem chyba jedyną osobą w kolejce, która utrzymuje metrowy dystans. Od Aldony. Bo już stojący za mną Roman ulega ogólnonarodowej manii przesuwania się małymi kroczkami i stoi tuż za mną. Wchodzę do środka i czekam na swoją kolej. Metr od Aldony. Roman, który wchodzi po chwili staje mi za plecami.
– Przepraszam, czy może pan zachować odległość? – pytam. Przewraca oczami, robiąc krok w tył. Panie ekspedientki obsługują w rękawiczkach, niestety bez maseczek. Dzieli je od klientów szerokość lady. Staram się stać nieco dalej. Ale przede mną kupowała już Aldona i babcia Halinka. Zaraz podejdzie Roman. Kiedy wychodzę w środku jest już Rysiek.
– He, he… Ludzie to przesadzają, panie…

* * *

Jakiś tydzień temu przez chwilę ze zdumieniem, ale i poważaniem słuchałam komunikatów premiera i ministra zdrowia o podejmowanych działaniach, które miały nas przygotować na COVID-19. Pomyślałam, że na szczęście w sytuacji ekstremalnej ten rząd jest w stanie zachować się rozsądnie. Przyjęcie poprawek opozycji do specustawy i rzeczowa praca w komisjach napawały optymizmem. Ale już po kilku dniach słowa włodarzy zaczęły mi się niepokojąco rozjeżdżać z doniesieniami pracowników służby zdrowia i znajomych wracających z zagranicy. Nie ma maseczek, kombinezonów i gogli ochronnych, nie ma kontroli na lotniskach, nikt nikogo nie spisuje, nie sprawdza temperatury (choć to działanie wydaje mi się akurat bezsensowne). Okazało się, że uległam naturalnej potrzebie zaufania rządzącym w czasach niepewności i zagrożenia. Szybko pozbyłam się tych uczuć i zarządziłam domowe gromadzenie zapasów na co najmniej 2 tygodnie. Mazowiecki i Duda zapewniający o nadwyżkach żywności zalegających w naszym kraju nie są i nie będą dla mnie wiarygodni.

Kolejna refleksja dotyczyła zasobów medycznych. W jaki sposób nasza podupadająca na co dzień służba zdrowia nagle, z dnia na dzień, miałaby się stać przygotowana i zaopatrzona na czas kryzysu epidemicznego?! O ile można by uwierzyć w głęboko ukryte przez rząd zapasy materiałowe (really?), o tyle pytanie o to, skąd nagle wziąć potrzebną ilość personelu medycznego musi pozostać bez odpowiedzi. Nie ma lekarzy, pielęgniarek, karetek. Nie ma i nie będzie. Ci, którzy są, za chwilę zaczną chorować, bo poza tym, że nie są zaopatrzeni w maski i kombinezony, będą musieli pracować ponad siły, co w znacznym stopniu obniży ich naturalną odporność.

Następna wątpliwość dotyczy wyprzedzających kroków rządu w porównaniu z państwami zachodnimi, gdzie ofiar koronawirusa jest o wiele więcej niż u nas. A jednak wstrzymują się z zamykaniem szkół i granic, choć na zdrowy rozum powinny to zrobić już dawno. Nie zrobiły, bo ciągle mają przekonanie, że dadzą radę własnymi środkami uporać się z epidemią. Nasi takiego przekonania nie mają, ba! doskonale wiedzą, że nie wydolą. Nie liczmy na pomoc rządu, który przez ostatnie lata wydał miliardy naszych pieniędzy na to, żebyśmy pozwolili mu utrzymać się u władzy. Pozwoliliśmy. To teraz musimy radzić sobie sami.

DLATEGO:

– jeśli spotkacie Aldonę, Halinę lub Ryśka zmieńcie otoczenie, to IGNORANCI I GŁUPCY, którzy przez swoją nieostrożność są największym zagrożeniem,
– zwracajcie im uwagę – NIE BĄDŹCIE OBOJĘTNI (jeśli macie takich w domu, przypnijcie do kaloryfera),
– jeśli stoicie w kolejce, na przystanku, w tramwaju, w kościele – UTRZYMUJCIE BEZPIECZNĄ ODLEGŁOŚĆ (1-1,5 m),
– jeśli już musicie stać w tym kościele (czego nie rozumiem, ale nie muszę) to nie bierzcie nic do ust z cudzych łap (położenie przez cudzą łapę na twojej własnej łapie, a następnie włożone do ust nic nie zmienia – heloł!),
– zachowujcie się tak, jakbyście byli nosicielami wirusa, czyli EKSTREMALNIE OSTROŻNIE (prawdopodobnie połowa z nas lub większość jest już zarażona, choć nigdy nie zachoruje albo przejdzie chorobę łagodnie),
– jeśli macie, noście maseczki – to nie wstyd, ani przesada, to MĄDROŚĆ I ODPOWIEDZIALNOŚĆ – skoro chronią medycznych, to czemu nie miałyby chronić zwykłych ludzi,
– nie wychodźcie z domu i myjcie ręce.

Chrońmy w ten sposób ekspedientki, kierowców, spedytorów, producentów, magazynierów i wielu innych odpowiadających za dystrybucję żywności. Bo inaczej opowieści o nadwyżkach, nawet jeśli są prawdziwe, też będzie można włożyć między bajki.

No i dbajcie o swoje POCZUCIE HUMORU, wszak rząd ma zajebiste.

* * *

W minionym tygodniu.
Mąż wchodzi do pracy w biurowcu. Z dyżurki wybiega strażniczka i mierząc do niego z niezidentyfikowanego przedmiotu krzyczy:
– Stać! Staaać!
Mąż staje jak wryty.
– Muszę sprawdzić panu temperaturę.
Naciska. Coś nie działa.
– Chwila, chwila.
Pstryk. Udało się.
– I co? Ile mam? – mąż pyta zaciekawiony.
– 35 st.
– Ile?!
– No 35 pokazuje… Bo pan z dworu wszedł..
– Ale w czapce byłem.
– Nieee… Dobrze jest, bo pan z dworu…
– Aha.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *