Od kilku lat nie uczę. Ale ciągle bacznie obserwuję. Pracowałam w szkole podstawowej i gimnazjum, zdarzyło mi się też mieć dłuższe zastępstwo w… zerówce (o zgrozo!). Teraz, od strony rodzica, z zaciekawieniem przyglądam się szkołom średnim. Można powiedzieć, że w temacie edukacji mam perspektywę „od przedszkola do Opola”.

Ostatnio na portalu kulturaliberalna.pl przeczytałam artykuł Katarzyny Kasi pt. „PiS zniszczyło publiczną edukację. Co teraz?” (link: https://kulturaliberalna.pl/2019/10/08/kasia-kampania-edukacja-reforma-obietnice-wybory/?fbclid=IwAR3pY48mSlWNaAd1wOBq1_O-zPr6_puDPy6J21kb4NTZyHICROfoFOfANvs). Całość dotyczy koncepcji edukacyjnych poszczególnych środowisk politycznych (nic ciekawego), ale mnie zaintrygował sam tytuł. I pomyślałam, w myśl zachęcającej do optymizmu maksymy, że szklanka jest do połowy pełna: Teraz – budujmy na gruzach!

Wszyscy, którzy są blisko edukacji: nauczyciele, rodzice i uczniowie wiedzą, że kolejnej rewolucji polska szkoła nie zniesie. Odwrócenie zmiany systemowej, czyli powrót gimnazjów nie wchodzi w grę, tak jak wprowadzanie nowych koncepcji typu 4+4+4. PiS skutecznie zablokował na wiele lat tego typu procesy. Może to i dobrze, bo w gruncie rzeczy nie chodzi o to, w jakim systemie się uczy, ale o to, czego i jak.

Źródło: https://pixabay.com/pl. Autor: DarkWorkX.

Kiedy wspominam wśród znajomych, często nowo poznanych osób, że byłam nauczycielką, pytają z zaciekawieniem jakiego przedmiotu uczyłam. „Historii” – odpowiadam wtedy wesoło, a miny moich rozmówców rzedną. „Najgorszy przedmiot”, „nuda”, „nie lubiłam/em historii” – to najczęstsze reakcje. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w 25-osobowej klasie trafiało się średnio 2-3 zainteresowanych uczniów, do tego 3-4 osoby, które uważały na lekcji, bo zależało im na ocenach. O uwagę pozostałych musiałam walczyć, z lepszym lub gorszym skutkiem. Tak czy inaczej po kilkunastu latach pracy miałam poczucie kopania się z koniem. I tak jak uczniowie pytali mnie, tak ja pytałam sama siebie: „Po co oni mają się tego uczyć? Do czego im się to przyda?” Wiem, że wiele moich koleżanek i kolegów, uczących innych przedmiotów miało i ma podobne odczucia. Z pewnością nasiliły się one wskutek ostatniej podstawy programowej, której autorzy, zdawali się brać udział w konkursie na wprowadzenie do szkół jak największej ilości, jak najmniej przydatnych treści.

Zatem najprostszym sposobem na uzdrowienie polskiej szkoły będzie przemyślana zmiana podstaw programowych, wprowadzanych rozsądnie, a więc od pierwszych klas podstawówki. Ale czy to wystarczy? Czy jako społeczeństwo nie potrzebujemy mentalnej zmiany w podejściu do edukacji, żeby uczynić ją efektywną i praktyczną? I wreszcie czy jesteśmy w stanie przeprowadzić tę zmianę bez wychodzenia z narzuconych przed wiekami ram tradycyjnych przedmiotów? Uważam, że nie.

Świat zmienia się w zastraszającym tempie i chwała naszym latoroślom, że za nim nadążają. My, pokolenie urodzonych w PRL-u, możemy za nimi jedynie pośpiesznie dreptać. Więc biorą ten pędzący świat i wszystko co w nim dobre i złe, sami. To model niespotykany dotąd w dziejach ludzkości. My, jako dzieci, a także nasi przodkowie czerpaliśmy całą wiedzę o świecie i życiu od rodziców, dziadków i nauczycieli. Ale era mędrców skończyła się. Tak nagle, że do wielu z nas to w ogóle nie dotarło. Dziś możemy bawić się w mędrkowanie tak długo, jak długo nasze dziecko będzie pozbawione kontaktu z internetem. Wszyscy wiemy, że inicjacja jest błyskawiczna (rodzice, którzy zaciekle walczą z wszechpanującą elektroniką nieświadomie narażają swoje pociechy na ostracyzm rówieśniczy, który może uczynić szkody porównywalne z jej nadmiernym używaniem). Co zatem zrobić, aby pomóc naszym dzieciom stać się dobrymi i szczęśliwymi ludźmi w tym pędzącym świecie globalnego postępu? Czy mamy coś, co możemy im dać tylko my, rodzice i nauczyciele? Oczywiście, że tak. I nie jest to wiedza, którą napompowane są programy szkolne, a którą jednym kliknięciem znajdą w demonizowanym przez szkoły smartfonie. Są to umiejętności. A podstawową umiejętnością, w którą powinniśmy wyposażyć nasze dzieci jest odróżnianie dobra od zła, a co za tym idzie dokonywanie wyborów. Czyli to, co ponadczasowe, niezmienne i niezbędne do życia, również wirtualnego.

Co może zrobić szkoła? Może i powinna: wskazywać kierunki, podpowiadać metody, stawiać wyzwania. Dajmy tym naszym dzieciom kompas, dzięki któremu bezpieczniej i z pożytkiem dla siebie i społeczeństwa, będą mogły poruszać się po internetach i po tym, co tam jeszcze przyszłość przyniesie. Coś mi mówi, że nie osiągniemy tego ucząc o reformach Solona czy wojnie chińsko-japońskiej 1937 r.

Oto moje wyobrażenie o przedmiotach szkolnych na miarę czasów i potrzeb:

  • j. polski – przede wszystkim edukacja medialna, literatura polska i światowa we fragmentach, prezentacja siebie i swoich osiągnięć, gramatyka zredukowana do umiejętności zredagowania średniej długości tekstu (np. cv i listu motywacyjnego),
  • j. angielski,
  • j. obcy – do wyboru; dziś język angielski jest już standardem, rynek pracy oczekuje szerszych umiejętności językowych (w ostatnich latach jest popyt na ukraiński, ale czy bardziej perspektywiczny nie byłby… chiński?),
  • ekonomia – budżet domowy, samorządowy, przedsiębiorczość, system podatkowy, oszczędzanie, rola banków, systemy gospodarcze – elementy matematyki w oparciu o te zagadnienia (np. obliczanie wynagrodzenia brutto-netto),
  • zdrowie i życie człowieka – zasady zdrowego odżywiania, edukacja seksualna, edukacja równościowa, profilaktyka uzależnień, elementy biologii, chemii, anatomii,
  • ekologia – segregacja odpadów, zagrożenia środowiska, odnawialne źródła energii, elementy biologii, geografii, fizyki, chemii,
  • edukacja obywatelska – zasady demokracji, państwo i prawo, prawa człowieka i obywatela, prawa mniejszości, samorządy, aktywność obywatelska – elementy historii w oparciu o te zagadnienia,
  • religie i kultury świata – z elementami historii sztuki i historii, elementy geografii, edukacja równościowa,
  • edukacja dla bezpieczeństwa – pierwsza pomoc, zachowanie w czasie zagrożenia, ruch drogowy, orientacja w czasie i przestrzeni, zajęcia survivalowe (np. jak, kiedy i gdzie można rozpalić ognisko)
  • IT – obsługa programów edytorskich, graficznych, arkuszy kalkulacyjnych, wykorzystanie sieci w celach edukacyjnych, programowanie, bezpieczeństwo w sieci,
  • zajęcia praktyczno – techniczne – konstrukcje techniczne, robotyka, kulinaria, gospodarstwo domowe – z elementami fizyki i chemii.

W formie fakultetów:

  • wychowanie fizyczne – dyscypliny sportu wybrane przez uczniów,
  • zajęcia twórcze – plastyczne, muzyczne, teatralne, pisarskie, inne
  • koła naukowe – fizyka, matematyka, biologia, historia, inne.

Wszystko to przy udziale okolicznych instytucji kultury, klubów sportowych, stowarzyszeń i fundacji, które jako wspierające edukację mogłyby liczyć na dotacje państwowe. Dla uczniów z dysfunkcjami lub po prostu wolniejszym tempem uczenia się szkoła powinna organizować zajęcia kompensacyjne. Ideału dopełniłaby ilość uczniów w klasie maks. 20 osób, nauczanie przez poszukiwanie (sama narzuca się metoda projektu), brak ocen cząstkowych, zero prac domowych, regularne lekcje maks. 25/tyg (pozostały czas przeznaczony na realizowanie zainteresowań w szkole lub poza nią oraz: kontakty społeczne i nic-nie-robienie).

Takich jak moja luźnych koncepcji jest wiele wśród nauczycieli i osób związanych z edukacją. Wszystkie one są pełne zalet i wad. Jeśli jednak nie chcemy wychować pokoleń ignorantów i społecznych analfabetów musimy jako społeczeństwo coś z tą szkołą zrobić. A obecny stan polskiej oświaty pozwala na najśmielsze pomysły, bo czy może być jeszcze gorzej?

* * *

Entuzjaści pisowskiej reformy z sentymentem wspominający PRL powtarzają jak mantrę słowa: my się tak uczyliśmy i wyrośliśmy na porządnych ludzi. A ja odpowiadam: Świat się zmienia Panie i Panowie i – jak powiedział mój kolega po fachu – to, że Skłodowska – Curie zdobyła Nobla ucząc się przy lampie naftowej, nie oznacza, że powinniśmy zrezygnować z elektryczności.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *