Polityka to nie jest prosta sprawa. Dużo o niej mówimy, choć tak niewiele z niej rozumiemy. My, zwykli ludzie, z osiedli, ulic i wsi. I choć uważam, że polityką powinni interesować się wszyscy obywatele, to nie dziwię się. Sami politycy niezbyt ją rozumieją.

O polityce

Pamiętam rozmowę z wójtem pewnej gminy, który stwierdził, że on się polityką nie zajmuje. Pogratulować! Przedstawiciel władzy samorządowej, rozgrywający jak w szachach, lokalne interesy i ludzi nie wie, że uprawia politykę. Dla niego polityka to gra partii politycznych. Nie rozumie, że samorządom nawet niewielkiej gminy, wcale do nich nie tak daleko.

Kolejny przykład to reakcja obecnej władzy na wszelkiej maści protesty obywatelskie. Główny zarzut to, że miały one charakter polityczny. A jaki miały mieć? Wszak wszystkie manifestacje i strajki: obrońców konstytucji, lekarzy rezydentów, nauczycieli, kobiet były niczym innym jak odpowiedzią na działania polityków. To, że jedna czy druga strona gębę sobie nimi wycierała tylko to potwierdza. Arystoteles twierdził, że polityka to działania, które mają na celu dobro wspólne obywateli. I w tym kontekście tak, wszyscy my, uczestnicy protestów JESTEŚMY POLITYKAMI.

O „Polityce”

Zupełnie inaczej politykę obrazuje Patryk Vega w filmie „Polityka”. Pokazuje ją jako manipulację, przemoc, chamstwo i upodlenie. Obraz wręcz bije nas po oczach, tym, że jej celem jest dobro partii i jej członków, a nie wspólne. Ale czy potrzebujemy Vegi, żeby to czuć i widzieć? Absolutnie nie. Kompromitacje z udziałem polityków PiS zostały już wielokrotnie obśmiane w tysiącach internetowych memów. Na domiar złego większość gagów z filmu została zaspoilerowana w zwiastunie.

Co zatem chciał pokazać Vega?

  • Przemówienie Kaczyńskiego wśród protestujących „kodowców”. Wygłaszane w takiej sytuacji można było bez kozery przystawić do rządzących. Wypisz-wymaluj. Nawet słowa o „gorszym sorcie” nieźle by się wkomponowały. Pomyślałam, aha, jest sugestia, że retoryka obu stron jest podobna i już czekałam, jak ukryty za maską prezes stanie się liderem protestujących. Nic takiego się nie stało. Szkoda.
  • Tyrada dziennikarza o tym, jak to koniecznie, ale to koniecznie i bez dwóch zdań wszyscy, ale to wszyscy obywatele powinni iść na wybory. Bez subtelnego pobudzenia do refleksji, bez wywołania podskórnego odczucia, że coś jednak z tą Polską jest nie tak, bez finezyjnego zabiegu, który kazałby człowiekowi wstać od TV i biec do urny. Walnięcie między oczy z grubej rury.
  • Braki w wykształceniu, wiejskie pochodzenie i zamiłowanie do muzyki disco polo pisowskich polityków. Czyli wszystkie te cechy rodzaju ludzkiego (polskiego), którymi partia rządząca wygrała wybory. Traktowanie z góry ludzi mniej wykształconych, mieszkających na wsi (co, zaznaczam, nie jest jednoznaczne) czy słuchających Zenka Martyniuka w okresie rządów PO-PSL uczyniło z nich grupę twardych wyborców PiS. Wreszcie ktoś ich zauważa. „Elyta” zastąpiła „elitę”, na wyraźne życzenie tej ostatniej. Więc czemu miał służyć obraz Beaty Szydło karmiącej kury na wiejskim podwórku? Nie wiem.
  • Dramat dziewczyny wykorzystanej przez szare eminencje „dobrej zmiany” włożony pomiędzy sceny naigrywania się z tychże. Feministki będą miały używanie. I słusznie.
  • Rozmowa Schetyny z „szarym człowiekiem” o demokracji. To była jaskółka, która nie uczyniła wiosny. Szansa na obiektywizm przekomponowana w pompatyczne „niewiadomoco”. W ogóle cały wątek Olbrychskiego wydaje się być dodany rzutem na taśmę dla tegoż obiektywizmu właśnie. Nie udało się. Ale tekst o ulach dobry.
  • Dupa Olbrychskiego. Po pierwsze, mam wątpliwości, czy to rzeczywiście była jego dupa. Za młoda. Jeśli się mylę to komplement dla „Kmicica”. Ujęcia zmontowane tak, że wygląda jednak na dublera. Po drugie, może czegoś nie zrozumiałam, ale nijak nie umiem powiązać gołej dupy z wcześniejszym przemówieniem bohatera. No nie kumam. Z drugiej strony, pod koniec filmu, znużenie było już tak silne, że mogłam czegoś nie zajarzyć.

Wyszłam z kina nie zmieniona. Tak jest z kiepskimi filmami. Z czym wchodzisz, z tym wychodzisz. Może czuję lekką irytację, że stanie się kolejnym, podanym na tacy argumentem propisowców. Ale na pewno nikogo nie zniechęci, ani nie zachęci do udziału w wyborach, jeśli taki był jego cel.

Polecam do obejrzenia, ale spokojnie można poczekać na wersję „domową”, bo szkoda pieniędzy na bilet.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *